Czas dzielimy między pracę, rodzinę, przyjaciół, tych bliższych i dalszych znajomych, a nawet tych na których towarzystwo wcale nie mamy ochoty. I już w myślach pojawiły się twarze, które znosiliśmy z przymusem większym lub mniejszym, bo wymagał tego od nas kodeks wymiany społecznej. Do tego po ośmiu godzinach pracy w poczuciu obowiązku, że trzeba nieustannie się samorealizować, dokształcać, ulepszać, naprawiać i poprawiać pędzimy na zajęcia fitness, język angielski, niemiecki, nawet chiński dla znudzonych zachodem, lekcję gry na harfie, bo panuje moda, na zakupy w galeriach handlowych, bo w zaprzyjaźnionym warzywniaku nie mamy już siły stać w kolejce, i tak w kółko – na okrągło i nie ma to nic wspólnego z najdoskonalszą z figur Pitagorasa, bo pętla, którą zataczamy emocjonalnie wygląda marnie.

Połowę rzeczy robimy, żeby mieć lepsze jutro, grunt, że często nie wiemy, która to połowa, a jak mawiali Hawajczycy – „moment mocy jest teraz”. Tylko, jak odnaleźć moc w sytuacji, którą coraz częściej wypełnia stres ? A „teraz” jakby nie istnieje, bo spłacamy kredyty wzięte kiedyś, na poczet tego, co będzie jutro.

Od kilku lat zajmując się technikami relaksacyjnymi, każdego dnia ulepszam je i nadaję nowe znaczenia poszczególnemu treningowi. Dostosowuję do grup, a na końcu zawsze okazuje się, że najlepszą techniką była ta najpopularniejsza, niezapowiedziana, zupełnie nieinwazyjna. Prastara, prosta, nie znająca barier kulturowych, czasowych, ani przestrzennych.

I nie jest to joga, choć w niej występuje, a po niej totalnie wypełnia ciało i umysł. To nie trening autogenny Schultza ani progresywny Jacobsona, choć niejeden zawodnik, tancerz, a nawet senior kończąc bierną relaksację nie wstawał z maty bez naturalnego zastosowania tajemniczej metody.

Znaczenia tej techniki szukałam w wizualizacji, tai-chi, aromaterapii, medytacji, masażu, ćwiczeniach oddechowych, malowaniu, rysowaniu, śpiewaniu, biegu do utarty tchu, czekoladzie i kawie, znajdywałam zawsze, zawsze też każda z metod była efektywna, kiedy towarzyszył jej UŚMIECH.

Jestem pewna, że żadna z technik relaksacyjnych nie byłaby efektywna bez wypełnienia jej intencją pozytywnych emocji. Ponadto stres, który często pojawia się w życiu pracowników korporacji wynika najczęściej z braku pozytywnych relacji w zespole, niechęci do budowania życzliwej, pełnej zrozumienia i uśmiechu relacji.  A uśmiech jest bezwzględnie związany z emocjonalnym wsparciem  społecznym.  Pełni rolę łącznika pomiędzy wewnętrznym spokojem, a kreatywnym pobudzeniem. Szukając w uśmiechu metody na stres nie można pomylić profilu osobowościowego,  uśmiechając się zaś w technikach relaksacyjnych nie sposób nie odkryć ich efektywnego działania.

Uśmiechajcie się zupełnie bez powodu, do siebie i do innych, spoglądając w lustro, na sali ćwiczeń i na bieżni. Każdą technikę relaksacyjną wypełniajcie uśmiechem. I za ten uśmiech osobiście wszystkim moim joginom dziękuję, z uśmiechem.

Ewa Moroch