Słyszeliście kiedyś historię o Ptaśku na uwięzi ?

Ptasiek mieszkał w pięknym domku zrobionym z najszlachetniejszej stali. Kształt jego domu był w myśl Pitagorasa doskonale okrągły. Stal przypominała gałęzie, które z gracją tworzą wielkie koło. Liście, kwiaty, delikatne wisienki, a nawet wijący się bluszcz wrastały bajecznie w obraz wyblakłego błękitu domku Ptaśka. Ktoś mógłby powiedzieć, że to piękna klatka dla ptaków z otwartymi drzwiami. Skłamałby wówczas, bo dom Ptaśka był wolny od drzwi. Mógł do niej wlatywać i wylatywać, kto chce. Stwierdzić, że Ptasiek mieszkał w klatce bez drzwi oznaczać mogłoby, że był w klatce zamknięty. Ale byłaby to nie prawda, bo klatka w której mieszkał Ptasiek nie miała drzwi. Była wolna, jak przestrzeń, którą z lekkością wiatru przenikać mógł każdy, kogo tylko Ptasiek do swego serca zaprosił. A i Ptasiek opuszczać mógł miejsce to, kiedy chciał.

Mędrcy mawiali, że skoro okrąg jest idealny, to znaczy, że ma kształt serca. O tak dom Ptaśka mógł być obrazem jego serca. Stworzony przez najdoskonalszych architektów i tych, którzy go kochali, był światem, w którym mogła mieszkać miłość.

Ptasiek nieustannie powtarzał :

– Orła nie trzyma się w klatce !!!

– Mam serdecznie dość bycia tutaj i w ogóle !!!

– Nie da się wysiedzieć w zamknięciu w domu !!!

I siedział dalej.

Czasem wychodził, żeby pofruwać, ale wracał z większą prędkością niż wychodził. Zupełnie jakby wdech miał dłuższy niż wydech.

Wychodził, jakby zaczerpnąć z samego faktu, że wyszedł. Żeby posiąść złudzenie, że wyjść może, kiedy chce. Może na zewnątrz było coś, czym karmił złudzenie męstwa, że jest wielki, silny i nie dający się złamać?

Kiedy po tym, z reguły nic nie znaczącym, i tym samym nie zmieniającym w nim samym wyjściu wracał, oddawał się codziennej rutynie, którą nazywał PLANEM. Często powtarzał :

– Mam zaplanowane wszystko, co do minuty.

Wszak nie zauważał, że to minuty planowały sobie jego, zaś poczucie kontroli nad minutami zupełnie blokowało światło na totalny kontroli brak. Jakby potwierdzał to, zupełnie nie wiedząc nawet, całkiem często :

– Orła nie trzyma się w klatce. Już tak 12 lat mnie trzymają !!!

Kanarek poza klatką własnych złudzeń ...

Kanarek poza klatką własnych złudzeń …

Pewnego dnia pojawił się w jego życiu śliczny, jak sam o nim mówił, żółciutki Kanarek. Kanarek był tak ogłupiony jego wielkością, pewnym siebie pięknym spojrzeniem, że za każdym razem kiedy Ptasiek stwierdzał :

– Orła nie trzyma się w klatce !!!

Kanarek mu klaskał i powtarzał :

– O nie ! Orła nie trzyma się w klatce. Ty jesteś najlepszy, najcudowniejszy i najdoskonalszy, Tobie należy się wolność.

Posyłał buziaka Ptaśkowi, trzepotał skrzydełkami z radości, i tak otwierał mocno swe czarne oczęta zachwycony, że owy – pełen wolności i odwagi Ptasiek, w ogóle prowadzi z nim dialog! A że jedyne, co mógł widzieć w euforii zachwytu spoglądając na Ptaśka to łączące ich kanarkowe podobieństwa. Dodawał wówczas :

– O tak Ptaśku, Orła nie trzyma się w klatce! Tym bardziej Kanarka.

I uśmiechał się kokieteryjnie, na co Ptasiek dumnie, choć z lekką pogardą stwierdzał :

– Tak więc wiesz, jak się czuję Kanarku.

Żółciutki kanarek nie mógł wiedzieć jak się czuje Ptasiek, który myśli o sobie, że jest Orłem zamkniętym w klatce, bo Kanarek nigdy do klatki nie wlatywał, wszak twierdził naiwnie :

– Tak kochany, tak wiem, ja czuję się tak samo jak Ty.

Po czym fruwał sobie dalej szukając inspiracji i czerpiąc energię, czasami walcząc z burzą, innym razem z brakiem okruszków, ale wiedział, że jedyne, czego zrobić mu nie wolno to osiąść i przestać czuć wiatr między skrzydłami.

Ptasiek spoglądał majestatycznie na żółciutkiego Kanarka po czym stwierdzał :

– Miłego fruwania. Ja muszę odpocząć, zacznę kiedy słońce zajdzie za horyzontem szybciej, niż wzejdzie księżyc, wtedy pofruwam. Teraz odpoczywam.

Mądry dziadek Kanarka kiedyś zabrał go do sklepu zoologicznego i pokazał jak wyglądają Kanarki w klatce. Co czują, co robią, jak myślą. Zanim umarł poprosił Kanarka, żeby nigdy nie pozwolił nikomu zamknąć się w klatce. Kiedy Ptasiek usłyszał tę histrię stwierdził :

– Mądry dziadek. Prawdziwy Orzeł nigdy nie da zamknąć się w klatce. Kanarki muszą się widać tego nauczyć od dziadków.

– Tak jest Ptaśku, od dziadków. Widziałeś kiedyś drzewo, które pięknie wyrasta bez korzeni ?

– A widziałeś kiedyś wolność daną, która pozwala się odebrać ?

– Ptaśku ostatecznie będziemy żałowali tylko tego na co nie mieliśmy odwagi  – powtarzał żółciutki Kanarek.

I fruwał dalej. Trzepotał skrzydełkami, zachwycony energią, jaką czerpie od silnego Ptaśka, co to o wolność nieustannie walczy.

Pewnego dnia Kanarek poprosił Ptaśka, żeby poleciał z nim w najpiękniejsze góry świata.

Ptasiek jak zwykł powtarzać i tym razem odrzekł :

– Nie teraz Kanarku, kiedyś przyjdzie na to czas. Teraz nie mogę. Teraz mam dzień i noc, i dzień i noc zajęte. Padam na dziób. Mój plan jest bardzo spięty. Nie narzuca się swojej woli Orłu Kanarku.

Kanarek z lekkim poczuciem winy, ale starał się komtynuować:

– Teraz, za 100 lat nas nie będzie, teraz Ptaśku leć ze mną. Baw się ze mną. Jesteśmy tacy podobni, leć ze mną.

I tak mijały dni i miesiące, Kanarek przylatywał do klatki w której siedział i puszył skrzydła Ptasiek , czasami udało się im gdzieś polecieć razem, ale to tak, pod osłoną nocy, żeby nikt nie widział, że Ptasiek lata z Kanarkiem. Między zjedzeniem jednej, a drugiej muchy byli razem, kiedy Ptasiek miał czas.

Żółciutki Kanarek tak był zafascynowany błękitem Ptaśka, że zupełnie nie zauważał, że czas mu dawany, nie był czasem, a jałmużną.

Pewnego wieczoru Ptasiek pocałował Kanarka.

I tego wieczoru Ptasiek poczuł, że może być sobą, że nie musi udawać Orła, że może mówić o tym, co czuje.

Czasami zdarzało mu się twierdzić, że tylko prawdziwy Orzeł mógł pozwolić sobie na taką odwagę. Co utwierdzało Kanarka w złudnym przekonaniu, że za ów niezwykłą noc pocałunków powinien być wdzięczny i nadal ładował Ptaśka zachwytem o tym, jaki jest niezwykły, cudowny i niezastąpiony. Bywały momenty, kiedy żółciutki Kanarek tracił złudzenie wdzięczności, bo przypominał sobie słowa dziadka, że miłość nie może czuć wdzięczności, może czuć tylko skrzydła.

Wówczas próbował Kanarek Ptaśka wyciągnąć na kolejną noc, żeby upewnić się, że stare dziadkowe opowieści nie mają racji, a Ptaśkowi w kochaniu trzeba pomóc …. Ale Ptasiek wówczas twierdził, że trzeba mu pozostać w swoim domu, i im dłużej tam zostawał, tym bardziej oddalał się od żółciutkiego Kanarka.

Kiedy Kanarek przestawał przylatywać Ptasiek na chwilę wychodził ze swojej klatki i go przywoływał, mówiąc jakie ma piękne piórka, jakie niezwykłe oczy, a nawet nazywał Kanarka Muzą, choć zaubiony Kanarek zupełnie wątpił, że można w jakikolwiek sposób inspirować kogokolwiek, kto ucieka od wolności.

– Chcę by to uczucie trwało non stop – przekonywał Ptasiek.

– Ale musisz Ptaśku wyjść z klatki, to jedyny warunek by coś mogło trwać, by coś mogło się zacząć.

– Nie ma mnie w żadnej klatce. Jestem Orłem, Orły latają nad górami, robią, co chcą. A robię, co chcę. Zawsze robię, co chcę !

– Czyli siedzisz w klatce, bo chcesz ?

– Nie, to oni mnie tu trzymają. Chcę Ciebie Kanarku. Tylko przy Tobie Kanarku mogę być sobą.

– Kto Cię trzyma Ptaśku ? – pytał Kanarek.

Kanarek fruwał namiętnie wokół klatki. Skrzydełka mu słabły, a piórka odpadały. Ale wierzył, że jego obecność obudzi Ptaśka, że ten wyjdzie i pofrunie z Kanarkiem dalej.

Pewnego dnia Kanarek zapytał, czy Ptasiek pofrunie z nim jeszcze raz, choćby pod osłoną nocy, jak kiedyś ?

– Chciałbym, tylko, że teraz nie mogę.  Chciałbym lecieć z Tobą, ale nie ma jak. Nie widzisz, że mnie trzymają.

– Kto ? – pytał dalej Kanarek.

– Nie widzisz, Kanarku z małym rozumkiem. Trzymają mnie. Orzeł sam siebie nie zamyka w klatce.

– Nie potrafię Ptaśku uruchomić nic w Tobie, czuję jak opadam z sił tęskniąc, czuję jak opadam z radości nie widząc, by moja obecność budziła radość.

– Przecież cały czas myślę, co by było gdyby … I rozmyślam o tym wszystkim. Cały czas myślę i chcę !!!

– Nie, nie chcesz.

– Chciałbym uciec i nigdy nie wrócić. Chciałbym fruwać z Tobą Kanarku. Ale jesteś Kanarkiem, ja Orłem, nigdy tego nie zrozumiesz, że Orły nigdy nie uciekają, walczą do końca.

– Ale o co Ty walczysz Ptaśku ?

Ptasiek

Ptasiek

I Ptasiek milczał.

Coraz częściej milczał.

Jak się odzywał to tylko po to, by podtrzymać złudzenie o tym, że jest:

– Kanarku uwielbiam przebywać z Tobą, słuchać Ciebie, fruwać z Tobą i to się nie zmieniło !

A Kanarek cichł zupełnie, nie zadając już sobie pytania, skoro tak jest, to czemu Ptasiek nic z tym nie robi.

Kilka lat później Ptasiek spotkał Kanarka spojrzał na niego tak samo zalotnie, jak za pierwszym razem i powiedział:

– Orła nie trzyma się w klatce, już 20 lat tak mnie trzymają.

I tak Kanarek Niebieski zwany Ptaśkiem umarł wierząc, że jest Orłem w klatce, najpotężniejszym z ptaków.

Ewa Moroch

"Tam, gdzie jest miłość, nie ma strachu". Piotr Mochniej

„Tam, gdzie jest miłość, nie ma strachu”. Piotr Mochniej